Łabędzim Szlakiem: Żeglowanie w labiryncie wysp na Kisajnie
Łabędzi Szlak na jeziorze Kisajno mnie zachwycił. Żeglowanie w labiryncie wysp to jedno z moich najpiękniejszych mazurskich wspomnień. Zgadzam się z opinią, że ta trasa bezdyskusyjnie zasługuje na miejsce na podium jako jedna z najbardziej zjawiskowych na całych Mazurach. Jest tu dziko, malowniczo i cicho. Słyszy się tylko plusk wody, wiatr, głosy ptaków i pozdrowienia mijanych żeglarzy. Panują tu niemal idylliczne warunki, a dookoła króluje przyroda.
Łatwo jednak nie jest. Żeglowanie tym szlakiem wymaga od sternika sporych umiejętności i stałego skupienia. Rejs rozpoczęliśmy w Pięknej Górze koło Giżycka. W okolicach mariny Łabędzi Ostrów natrafiliśmy na wielu kajakarzy. Nieco dalej, w przejściu między półwyspem Mały Ostrów a wyspą Duży Ostrów, zaczyna się Łabędzi Szlak, prowadzący na północ przez około 6 km.
Płynęliśmy oczywiście na żaglach. To wyjątkowo spokojny i cenny przyrodniczo rejon, dlatego warto unikać hałasu i nie zakłócać spokoju ptaków. Tutejsze wyspy są ich chronionymi lęgowiskami – należą do rezerwatu przyrody WYSPY NA JEZIORACH MAMRY i KISAJNO, utworzonego w 1957 roku. Ochroną objętych jest łącznie dwadzieścia wysp na obu jeziorach. Znajdują się na nich siedliska m.in. kormoranów, czapli siwych, perkozów i żurawi. Wstęp na te wyspy jest zabroniony, podobnie jak przybijanie do ich brzegów. Można natomiast zatrzymać się na dziko, na kotwicy, w odpowiednio wybranym miejscu poza granicami rezerwatu, tak aby nie przeszkadzać przyrodzie i nie zagrażać bezpieczeństwu żeglugi. W dobrym żeglarskim tonie jest zachowanie ciszy.
Pierwszą wyspą, którą minęliśmy na szlaku, był Duży Ostrów. To największa wyspa Kisajna, kojarzona również z historią Galindów, którzy przed wiekami zamieszkiwali te ziemie. Pogoda była mało romantyczna, więc odpuściliśmy sobie eksplorację ukrytej zatoczki po wschodniej stronie – Pawiego Oczka, zwanej też Zatoczką Miłości. Trzymaliśmy się zachodniej strony szlaku i to właśnie tam, poza granicami rezerwatu, w bezpiecznej odległości od trzcinowisk i toru wodnego, stanęliśmy na kotwicy, by zjeść śniadanie.
Potem wybraliśmy kotwicę, postawiliśmy żagle i ruszyliśmy dalej. W okolicy Guckiego Rogu pokonaliśmy przejście między tym półwyspem a wyspą Górny Ostrów, po czym skierowaliśmy się na nocleg do Zatoki Zimny Kąt.
Dalej na północ osłonięte przejścia między wyspami ustępują miejsca bardziej otwartym wodom Kisajna. Stamtąd można kontynuować rejs w kierunku jeziora Dargin i portu w Sztynorcie.
Pogoda na Łabędzim Szlaku nas nie rozpieszczała, ale zupełnie nie odebrało mi to przyjemności z żeglowania. Wręcz przeciwnie. Ten labirynt wysp, cisza i przyroda dookoła zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Piękny to był kawałek Mazur. Wspomnienie, do którego będę wracać z przyjemnością.
Sierpień 2026










