Tydzień pod żaglami: Północny Szlak Wielkich Jezior Mazurskich, Sierpień 2026
Początek naszej żeglarskiej przygody
Każdy, kto choć raz poczuł magię mazurskiego szlaku, dobrze zna ten moment niecierpliwego wyczekiwania, kiedy już spakowani nie możemy doczekać się wejścia na pokład. Nasz tegoroczny, tygodniowy wyjazd na Mazury, podczas którego czekało nas sześć dni żeglugi po północnej części Wielkich Jezior Mazurskich, rozpoczęliśmy od odebrania łódki i zasztauowania wszystkich rzeczy w Porcie Gospodarstwa Rybackiego w Pięknej Górze. Ta kameralna marina jest urokliwie usytuowana nad jeziorem Tajty, z dala od głośnego centrum Giżycka, co bardzo nam przypadło do gustu.
Pierwszy wschód słońca naszej wyprawy miał kolory wyblakłej sepii – powitała nas bowiem dość ponura pogoda. Chmury wisiały nisko, a chłodny świt zwiastował kapryśny tydzień. Kiedy tak stałam na pokładzie, obserwując leniwie budzący się port i pierwsze promienie słońca nieśmiało przebijające się przez mgłę nad Tajtami, czułam narastającą ekscytację. Nie mogłam się doczekać, aż wyruszymy. Prognozy mogły straszyć deszczem, ale my byliśmy przygotowani na każdą pogodę. Nasz plan na najbliższe dni był ambitny, a północny szlak czekał, by odkryć przed nami swoje ukryte przed masową turystyką zakątki – unikatowe, malownicze i dzikie.



DZIEŃ 1: Trasa z mariny wewnętrznej w Pięknej Górze (Port Gospodarstwa Rybackiego) przez Łabędzi Szlak do Zatoki Zimny Kąt

Na dzień dobry czekała mnie nie lada żeglarska przygoda, bo asystowałam przy kładzeniu masztu. Z tego, co pamiętam, jak na mój pierwszy raz poszło nam to całkiem sprawnie. Przepłynęliśmy z położonym masztem Kanał Piękna Góra, który ma około 250 m długości i łączy jeziora Tajty i Kisajno. Po jego przepłynięciu znaleźliśmy się na jeziorze Kisajno, w rejonie Zatoki Tracz. Postawiliśmy maszt, a następnie żagle i skierowaliśmy się na północny-zachód, w stronę przejścia między półwyspem Mały Ostrów a wyspą Duży Ostrów, stanowiącego bramę do Łabędziego Szlaku.
Dalej trasa prowadziła już wśród wysp, półwyspów i niewielkich zatok zachodniej części Kisajna. Halsowaliśmy z metodycznym spokojem, dzięki czemu miałam okazję w pełni docenić dzikie piękno tej okolicy. Lawirowaliśmy między wyspami, stopniowo posuwając się na północ. W rejonie Guckiego Rogu skierowaliśmy się ku przejściu między tym półwyspem a wyspą Górny Ostrów, a następnie popłynęliśmy do Zatoki Zimny Kąt, gdzie zakończyliśmy pierwszy dzień żeglugi. Stanęliśmy na dziko, na kotwicy, w głębi zatoki, niemal na samym jej końcu.



Podsumowanie odległości i czasu
Pierwszego dnia przepłynęliśmy trasę z Pięknej Góry przez Łabędzi Szlak do Zatoki Zimny Kąt. Zgodnie z pomiarem na mapie jej długość wyniosła ok. 8 km.
Piękna Góra → Kisajno: ok. 1,2 km
Łabędzi Szlak: ok. 4,5 km
Górny Ostrów → Zatoka Zimny Kąt: ok. 2,5 km
Łącznie według pomiaru całej trasy na mapie: 8,23 km
Całe przejście zajęło nam ok. 3,5 godziny. Czas obejmuje przepłynięcie Kanału Piękna Góra z położonym masztem, jego ponowne postawienie oraz żeglugę Łabędzim Szlakiem aż do miejsca postoju w Zatoce Zimny Kąt.
Bilans dnia:
Dystans: 8,23 km
Czas: ok. 3 godz. 30 min
Opisałam Łabędzi Szlak i Zatokę Zimny Kąt na Jeziorze Kisajno w osobnych szkicach:
Łabędzi Szlak na Jeziorze Kisajno
Zatoka Zimny Kąt na Jeziorze Kisajno
DZIEŃ 2: Trasa z Zatoki Zimny Kąt przez Kisajno i Dargin do Sztynortu

Naszym głównym celem tego dnia było dotarcie do portu w Sztynorcie. Wiatr wiał jednak mniej więcej od strony Sztynortu, więc musieliśmy halsować. Ponieważ szerokie ploso jeziora dawało nam mnóstwo przestrzeni, płynęliśmy długimi halsami, rzadko wykonując zwroty. Nie spieszyliśmy się, a ze względu na silne momentami podmuchy zrzuciliśmy grot i dalej żeglowaliśmy na samym foku. Jacht miał wtedy wyraźną tendencję do odpadania od wiatru, którą trzeba było korygować sterem. Nie był to może najszybszy sposób na zdobywanie wysokości, ale przy tych warunkach pozwalał nam spokojnie kontynuować żeglugę w stronę Sztynortu.
Z Zatoki Zimny Kąt wyszliśmy na otwarte wody Kisajna, a następnie kontynuowaliśmy żeglugę na północ, w stronę Dargina. Długie halsy prowadziły nas raz w jedną, raz w drugą stronę jeziora, ale z każdym kolejnym zwrotem byliśmy coraz bliżej celu. Na Darginie, tuż przed wejściem do Kanału Sztynorckiego, zrolowaliśmy foka i uruchomiliśmy silnik. Kanał Sztynorcki łączy Dargin z jeziorem Sztynorckim i ma około 170–200 metrów długości. Pokonaliśmy go już na silniku, a po chwili wpłynęliśmy na jezioro Sztynorckie i skierowaliśmy się do portu. Na miejsce dotarliśmy dość wcześnie, dzięki czemu bez problemu i zbędnego stresu znaleźliśmy wolne miejsce do zacumowania przy jednym z głównych pomostów w Sztynorcie.



Podsumowanie odległości i czasu
Drugiego dnia przepłynęliśmy trasę z Zatoki Zimny Kąt przez Kisajno i Dargin do Sztynortu. Ze względu na wiatr wiejący od strony naszego celu znaczną część drogi pokonaliśmy długimi halsami. Zgodnie z pomiarem trasy zaznaczonej na mapie pokonaliśmy ok. 14,5 km. Całe przejście, wraz z końcowym odcinkiem przez Kanał Sztynorcki i jezioro Sztynorckie pokonanym na silniku, zajęło nam ok. 2,5 – 3 godziny.
Bilans dnia:
Dystans: 14,67 km
Czas: ok. 2 godz. 30 min – 3 godz.
Opisałam Port w Sztynorcie na Jeziorze Sztynorckim w osobnym szkicu:
Port w SZTYNORCIE na Jeziorze Sztynorckim
DZIEŃ 3: Trasa z Portu w Sztynorcie przez Dargin i Łabap do Zatoki Rajcocha na Jeziorze Dobskim

Naszym głównym celem tego dnia było dotarcie do Zatoki Rajcocha na jeziorze Dobskim. Od rana konkretnie lało, więc była okazja włożyć sztormiaki. Po przejściu na silniku przez Kanał Sztynorcki i wypłynięciu na jezioro Dargin postawiliśmy żagle. Wiatr jednak mocno kręcił, a ulewa ograniczała widoczność. Z tego powodu część trasy musieliśmy pokonać na silniku wspieranym samym fokiem. Dopiero na Łabapie trochę się przejaśniło. Wyłączyliśmy silnik, postawiliśmy grota i zaczęliśmy halsować długimi skokami, choć posuwaliśmy się dość wolno. Kiedy wpłynęliśmy na jezioro Dobskie, objęte strefą ciszy i ochroną rezerwatową, kontynuowaliśmy rejs już wyłącznie pod żaglami. W ten sposób, klasycznie, wpłynęliśmy do samej Zatoki Rajcocha. To nie było łatwe żeglowanie.
Kapryśna pogoda i specyfika akwenu mocno wpłynęły na przebieg tego dnia. Ulewny deszcz, ograniczona widoczność i kręcący wiatr sprawiły, że część trasy pokonaliśmy na silniku, część na silniku z postawionym fokiem, a później już pod żaglami. Ostatni odcinek, przez jezioro Dobskie aż do Zatoki Rajcocha, przepłynęliśmy bez silnika.

Podsumowanie odległości i czasu
Trzeciego dnia przepłynęliśmy trasę ze Sztynortu przez Dargin i Łabap do Zatoki Rajcocha na jeziorze Dobskim. Zgodnie z pomiarem trasy zaznaczonej na mapie pokonaliśmy ok. 10 km. Całe przejście zajęło nam ok. 3,5 godziny. Czas obejmuje przejście Kanału Sztynorckiego na silniku, żeglugę przez Dargin i Łabap oraz końcowy odcinek przez jezioro Dobskie do Zatoki Rajcocha.
Bilans dnia:
Dystans: 9,87 km
Czas: ok. 3 godz. 30 min
Opisałam Zatokę Rajcocha na Jeziorze Dobskim w osobnym szkicu:
Zatoka RAJCOCHA na Jeziorze Dobskim
DZIEŃ 4: Trasa z Zatoki Rajcocha przez jeziora Dobskie, Łabap, Dargin, Kirsajty i Mamry do Przystani Nautica na jeziorze Święcajty

Tego dnia wyznaczyliśmy sobie dość ambitny cel: dotrzeć do Przystani Nautica, położonej nad jeziorem Święcajty. Było pochmurno, ale nie padało. Wiatr kręcił, jednak był na tyle silny, że bez problemu przepłynęliśmy na żaglach jezioro Dobskie. Uważnie pokonaliśmy przejście pomiędzy Krzywym Rogiem a Fuledzkim Rogiem, a już na Łabapie i Darginie płynęliśmy długimi halsami. Przed Mostem Sztynorckim, na drodze Sztynort–Harsz, zrzuciliśmy grota, zrolowaliśmy foka i uruchomiliśmy silnik. Położyliśmy maszt i na silniku przeszliśmy pod mostem. Po wypłynięciu na Kirsajty na spokojnie postawiliśmy go z powrotem.
Jezioro Kirsajty oraz wąskie przejście prowadzące na Mamry pokonaliśmy na silniku. Dopiero po wypłynięciu na otwartą wodę Mamr zgasiliśmy silnik i ponownie postawiliśmy żagle. Skierowaliśmy się na wschód, w stronę Bramy Kalskiej. Przed samym przewężeniem ponownie zwinęliśmy żagle, żeby wolno i uważnie przejść tę wąską cieśninę na silniku. Po wypłynięciu na jezioro Święcajty ponownie postawiliśmy żagle, złapaliśmy sprzyjający wiatr i ruszyliśmy dalej. Bez żadnego problemu dotarliśmy na miejsce, a przy kei w Przystani Nautica powitał nas pomocny bosman Robert. To było piękne, długie i momentami wymagające żeglowanie, które dało nam masę satysfakcji.



Podsumowanie odległości i czasu
Czwartego dnia przepłynęliśmy trasę z Zatoki Rajcocha na jeziorze Dobskim przez Łabap, Dargin, Kirsajty i Mamry, aż do Przystani Nautica na jeziorze Święcajty. Była to dość urozmaicona trasa – część pokonaliśmy pod żaglami, część na silniku, a po drodze musieliśmy również położyć i ponownie postawić maszt przed przejściem pod Mostem Sztynorckim. Na silniku pokonaliśmy także węższe przejścia, a na otwartych wodach wracaliśmy do żagli. Zgodnie z pomiarem trasy zaznaczonej na mapie pokonaliśmy ok. 22 km. Całe przejście zajęło nam ok. 5 godzin. Czas obejmuje żeglugę przez kolejne akweny, przejścia na silniku, położenie i ponowne postawienie masztu oraz końcowe podejście do kei w Przystani Nautica.
Bilans dnia:
Dystans: 22,06 km
Czas: ok. 5 godz.
Opisałam Przystań Nautica na Jeziorze Święcajty w osobnym szkicu:
Przystań Nautica na Jeziorze Święcajty
DZIEŃ 5: Trasa z Przystani Nautica na jeziorze Święcajty do Mamerek, a po przerwie – powrót przez jezioro Mamry na kotwicowisko na jeziorze Kirsajty

Naszym głównym celem tego dnia było dotarcie do Mamerek i obejrzenie tam poniemieckich bunkrów ukrytych w okolicznym lesie. Z prognozy pogody wynikało, że około 12:00 ma nadejść poważna ulewa, dlatego nie zwlekając, jeszcze przed 8:00 wypłynęliśmy z Przystani Nautica. Wiatr kręcił, więc jezioro Święcajty przeszliśmy kilkoma halsami. Następnie z pełną uwagą i skupieniem, wciąż pod żaglami, precyzyjnie pokonaliśmy wąskie przejście Bramy Kalskiej oraz jezioro Bodma. Wykorzystaliśmy każdy moment stabilniejszego podmuchu, by nie stracić sterowności w tym ciasnym przejściu. Gdy tylko wyszliśmy na szerokie wody Mamr, skorygowaliśmy trym, złapaliśmy mocniejszy wiatr i swobodnie minęliśmy Wyspę Sosnówkę. Dopiero przed samą zatoką portową zwinęliśmy żagle i bez przeszkód, już na silniku, przybiliśmy do nabrzeża Przystani Mamerki Leśny Zakątek.
Cały ten rejs ucieczki przed deszczem miał w sobie coś wyjątkowego. Przez większość trasy na wodzie nie było widać żywej duszy – żadnego innego jachtu oprócz naszego. Przeżyliśmy coś na Mazurach niezwykłego – niemal całkowicie samotny rejs, który pozostawił po sobie żywe wspomnienia. Na dodatek nasz plan zadziałał perfekcyjnie. Wypłynęliśmy o 7:50, a w porcie zacumowaliśmy o 10:20 – na półtorej godziny przed zapowiadaną ulewą. Poranny odcinek zajął nam więc dokładnie 2 godziny i 30 minut.



Opisałam Przystań Mamerki Leśny Zakątek na Jeziorze Mamry w osobnym szkicu:
Przystań MAMERKI LEŚNY ZAKĄTEK na Jeziorze Mamry
Po obejrzeniu bunkrów i zjedzeniu pysznego suma w barze BARKA U ANITY zdecydowaliśmy, że nie zostajemy na noc w Mamerkach, tylko płyniemy w kierunku powrotnym – do Pięknej Góry. Pogoda nam sprzyjała, więc rozwinęliśmy żagle i płynęliśmy długimi skokami po Mamrach. W pewnym momencie wiatr jednak zupełnie siadł. Zrzuciliśmy żagle i włączyliśmy silnik. Już na silniku przepłynęliśmy przez resztę Mamr i bez przeszkód pokonaliśmy Przejście Kirsajty, prowadzące na jezioro Kirsajty. Po wpłynięciu na Kirsajty zdecydowaliśmy, że na dziś wystarczy i właśnie tutaj zostaniemy na noc. Stanęliśmy na dziko, na kotwicy, poza oznakowaną bojami granicą rezerwatu, w pobliżu podejścia do Mostu Sztynorckiego. Przeżyliśmy tam zjawiskowy zachód słońca w atmosferze absolutnego spokoju. Oprócz nas na całym jeziorze stał zaledwie jeden jacht.
Z przyjemnością i lekką nostalgią obserwowałam z daleka migoczące światła domów oraz przesuwające się od czasu do czasu reflektory samochodów na moście. Dookoła słychać było tylko plusk wody uderzającej o burtę i wieczorne głosy ptaków szykujących się do snu. W ciszy obserwowałam najpierw zachód słońca, a potem wyłaniające się gwiazdy. Dobrze było znowu poczuć ten wyjątkowy stan obezwładniającej błogości. To bez wątpienia jedno ze wspanialszych wspomnień z całego naszego rejsu.



Podsumowanie odległości i czasu
Piątego dnia przepłynęliśmy trasę z Przystani Nautica na jeziorze Święcajty do Mamerek, a po kilkugodzinnej przerwie ruszyliśmy w drogę powrotną przez Mamry, kończąc dzień na kotwicy na jeziorze Kirsajty. Zgodnie z pomiarem całej trasy zaznaczonej na mapie pokonaliśmy ok. 21 km. Poranny odcinek z Przystani Nautica do Mamerek zajął nam 2,5 godziny – od 7:50 do 10:20. Po południu droga z Mamerek na kotwicowisko na Kirsajtach zajęła ok. 1 godziny i 45 minut. Łącznie spędziliśmy więc w drodze ok. 4 godzin i 15 minut, nie wliczając przerwy na zwiedzanie bunkrów i pobyt w Mamerkach.
Bilans dnia:
Dystans: 21,29 km
Czas rano: 2 godz. 30 min
Czas po południu: ok. 1 godz. 45 min
Łączny czas w drodze: ok. 4 godz. 15 min
DZIEŃ 6: Trasa z kotwicowiska na Kirsajtach przez jeziora Dargin i Kisajno do mariny wewnętrznej w Pięknej Górze (Port Gospodarstwa Rybackiego)

To był dzień powrotu do mariny. Od rana byliśmy nieco przejęci, ponieważ manewry w wewnętrznej, wąskiej i zwykle zapchanej jachtami marinie w Porcie Gospodarstwa Rybackiego w Pięknej Górze do łatwych nie należą. Wstaliśmy bardzo wcześnie. Zjedliśmy ostatnie śniadanie tego rejsu, obserwując wschód słońca i perkozy przepływające po spokojnej tafli jeziora. To było długie śniadanie – trudno nam było się rozstać z tym pięknym miejscem, które o świcie wciąż było ciche i spokojne. Zebraliśmy się jednak, położyliśmy maszt i na silniku przeszliśmy pod Mostem Sztynorckim. Dopiero po wypłynięciu na jezioro Dargin postawiliśmy maszt i żagle. Pogoda była piękna, a wiatr wystarczający, więc długimi halsami pokonaliśmy Dargin i sporą część Kisajna.
Zatrzymaliśmy się na kotwicy w zatoczce po wschodniej stronie jeziora Kisajno, żeby trochę odpocząć i się wykąpać. Tam odwiedzili nas niezapowiedziani goście – przypłynęła para łabędzi, która uparcie towarzyszyła nam podczas postoju, od czasu do czasu sykiem upominając się o datki. To zabawne i odważne ptaki, pełne gracji, ale i sprytu. Z pokładu zauważyliśmy, że na Kisajnie nagle się zaroiło – mnóstwo jachtów również wracało już do marin Giżycka i Pięknej Góry.
Po przerwie znowu postawiliśmy żagle i sprawnymi, mimo tłoku, halsami płynęliśmy dalej na południe, w stronę Kanału Piękna Góra. Przed samym wejściem do kanału zrzuciliśmy grota, zrolowaliśmy foka, położyliśmy maszt i na silniku przeszliśmy pod mostem drogowym, wpływając na jezioro Tajty. Na otwartej wodzie Tajt, zgodnie z procedurą zdawania jachtu, postawiliśmy maszt po raz ostatni. Następnie umyliśmy pokład, przygotowaliśmy cumy i skierowaliśmy się na silniku prosto w stronę naszej mariny. Byłam w pełnej gotowości – z bosakiem w dłoni czekałam na najlepszy moment do chwycenia liny muringowej. Do wewnętrznej mariny w Pięknej Górze weszliśmy bez żadnych niespodziewanych przygód. Ku mojej radości, na pomoście macierzystym firmy JAZCzarter czekał na nas współwłaściciel jachtu, pan Mariusz. Każdy wielbiciel serialu „Gra o tron” łatwo rozpoznałby go z daleka, bo z wyglądu kojarzy się z Littlefingerem. Pomógł nam przyjąć cumy i po chwili bezpiecznie staliśmy przy kei.




Podsumowanie odległości i czasu
Szóstego dnia przepłynęliśmy trasę z kotwicowiska na jeziorze Kirsajty przez Dargin i Kisajno, a następnie przez Kanał Piękna Góra na jezioro Tajty, kończąc rejs w naszej marinie w Pięknej Górze. Zgodnie z pomiarem całej trasy zaznaczonej na mapie pokonaliśmy ok. 22,5 km. Po drodze zrobiliśmy ok. 1,5 godziny postoju na kotwicy na Kisajnie. Samo przejście trasy, wraz z manewrami związanymi z kładzeniem i stawianiem masztu oraz końcowym wejściem do mariny, zajęło nam ok. 4 godziny 45 minut. Łącznie, wraz z postojem na Kisajnie, ostatni dzień na wodzie zajął nam ok. 6 godzin i 15 minut.
Bilans dnia:
Dystans: 22,66 km
Czas w drodze: ok. 4 godz. 45 min
Postój na Kisajnie: ok. 1 godz. 30 min
Łączny czas: ok. 6 godz. 15 min
Podsumowanie całego rejsu – ile przepłynęliśmy?
I tak dobiegła końca nasza sześciodniowa żeglarska przygoda po północnej części Wielkich Jezior Mazurskich. Kiedy zebrałam wszystkie mapy i podsumowałam zaznaczone na nich trasy, okazało się, że w ciągu sześciu dni przepłynęliśmy według tych pomiarów 98,78 km.
Prawie 100 kilometrów po wodzie – pod żaglami, na silniku, z wiatrem i pod wiatr, długimi halsami i przez wąskie przejścia. Było składanie i stawianie masztu, przechodzenie pod mostami, kotwiczenie na dziko, postoje w portach, ulewny deszcz, flauta, mocniejsze podmuchy i takie chwile, kiedy na jeziorze byliśmy zupełnie sami.
Łącznie samo pokonywanie kolejnych tras zajęło nam ok. 23,5 – 24 godziny. Nie wliczam tutaj dłuższych postojów – między innymi pobytu w Mamerkach czy półtoragodzinnego odpoczynku na kotwicy na Kisajnie ostatniego dnia.




















Bilans całego rejsu
Dzień 1: 8,23 km – ok. 3 godz. 30 min
Dzień 2: 14,67 km – ok. 2 godz. 30 min – 3 godz.
Dzień 3: 9,87 km – ok. 3 godz. 30 min
Dzień 4: 22,06 km – ok. 5 godz.
Dzień 5: 21,29 km – ok. 4 godz. 15 min
Dzień 6: 22,66 km – ok. 4 godz. 45 min w drodze + ok. 1 godz. 30 min postoju na Kisajnie
Łączny dystans według pomiarów na mapie: 98,78 km
Łączny czas w ruchu: ok. 23 godz. 30 min – 24 godz
Nie był to rejs nastawiony na bicie rekordów ani zaliczanie jak największej liczby kilometrów. Płynęliśmy swoim tempem, zatrzymywaliśmy się tam, gdzie było nam dobrze, i zmienialiśmy plany, kiedy pogoda albo zwyczajnie ochota podpowiadały coś innego. I właśnie za to najbardziej lubię Mazury.
Było w tym wszystkim trochę wysiłku, trochę adrenaliny, sporo nauki i całe mnóstwo zwyczajnej radości z bycia na wodzie. Były poranki w absolutnej ciszy, wieczory na kotwicy, zachody słońca, deszcz, wiatr, łabędzie domagające się datków i te momenty, kiedy człowiek patrzy przed siebie i naprawdę niczego więcej mu nie potrzeba.
Kiedy po ostatnich manewrach portowych wykonaliśmy ostateczny klar i usiedliśmy wreszcie przy zimnym piwie, dotarło do nas, że to już koniec. Sześć dni minęło zdecydowanie za szybko.
Prawie 100 kilometrów po mazurskich jeziorach i mnóstwo wspomnień, których żadną miarą zmierzyć się nie da. Piękna to była przygoda!

PS Polecam stronę Bena Rodańskiego. Znajdziecie tam sferyczne panoramy niektórych miejsc, które odwiedziliśmy oraz wielu innych wyjątkowych lokalizacji. Warto zajrzeć, bo to miejsca nie tylko żeglarskie, nie tylko na Mazurach i nie tylko w Polsce:
https://rodanski.net.
Locations
Map































